Srogŏ haja w Königshütte

Okropne niebezpieczeństwo wisiało nad miastem, bo rozbestwiona czereda odgrażała się, że patronami dynamitowemi puści w powietrze pół miasta, lecz w tej krytycznej chwili zagrzmiało na ulicy „hura!” a 60 ułanów z założonemi lancami, na czele rotmistrz, jak piorun uderzyli w rokoszan, i w najsilniejszym pędzie dojechali aż na rynek, gdzie najpierw kilku rozbojników przeszyli lancami. Byli to ułani telegrafem z Gliwic na pomoc zawołani. Radośnem „hura!-wiwat” witało ich zatrwożone mieszczaństwo. W oka mgnieniu rozpierzchła się czereda, szukając ocalenia w ucieczce i w kryjówkach. Ułani w małych pikietach pędzili po ulicach, przyczem nie jeden łupieżnik oberwał coś lancą lub pałaszem (…) Ułani nie żartowali, ale byli jeszcze miłosierniejsi jak niektórzy mieszczanie, którzy na ulicy łapali winnych i bez miłosierdzia okładali ogromnemi drągami i kijami tak, że bez wiedzy jak muchy upadali pod ciosami. Tak Katolik opisał tłumienie zamieszek w Królewskiej Hucie.

Za sprawą minionego ustroju politycznego o historii Górnego Śląska mogliśmy przeczytać jedynie w kontekście walki uciśnionego pracującego ludu z kapitalistycznymi wyzyskiwaczami. Nie inaczej opisywano zamieszki, do jakich doszło w Królewskiej Hucie – mieście o trzyletnim wtedy stażu. Wyjątkiem może być Historja miasta Królewskiej Huty z 1927 roku, gdzie w przeciwieństwie do innych stron tej książki autor ograniczył się do dwustronnej bezrefleksyjnej notatki oraz Historia Chorzowa Jana Drabiny z 1999 roku, w której to autor zdecydowanie odżegnuje się od marksistowskiego ujęcia historiografii.

Jako pretekst do zamieszek potraktowano wprowadzenie marek kontrolnych na podstawie rozporządzenia z 26 listopada 1870 roku. Marki, które przyjęły się w kopalniach i funkcjonują praktycznie po dzień dzisiejszy, zostały wprowadzone w trosce o życie górników, aby było można szybko sprawdzić, czy ktoś nie zaginął na dole. 26 czerwca 1871 roku w dzień wprowadzenia marek górnicy jednak rozpoczęli strajk. Powody oporu przed markami podaje się różne. Ale o tym później.

Haja

Początek protestu nie zapowiadał tak tragicznych zamieszek i cały dzień minął spokojnie na tłumaczeniu górnikom, że marki są wprowadzone dla ich bezpieczeństwa, dlatego władze kopalni nie podzieliły niepokoju burmistrza Gotza, który radził sprowadzić oddziały wojskowe z Koźla. Dopiero następnego dnia, kiedy to znowu część górników, która nie podjęła pracy, szykanując i rozpędzając tych, którzy pracowali lub chcieli
pracować, udała się pod budynek Inspekcji Górniczej, żądając rozmowy z dyrektorem, dyrektor kopalni Meitzen i nadradca górniczy Baumler zażądali przedstawienia sobie warunków i powrotu do pracy. Górnicy przedstawili następujące żądania:
• Zniesienie marek kontrolnych
• Przedłużenie dnia roboczego do 12
godzin
• Zmniejszenia podatków państwowych
• Podwyżki płac
• Zapewnienie większego rozdziału
węgla deputatowego

Najważniejsze pierwsze dwa postulaty zostały zaakceptowane natychmiastowo, jednak pozostałe wymagały konsultacji z radą nadzorczą i rządem, co też Meitzen oznajmił protestantom, nakazując rozejście się do domów i podjęcie pracy następnego dnia. Strajkujący przyjęli te słowa z zadowoleniem i sytuacja wyglądała na opanowaną. Niestety tak nie było, komuś najwyraźniej zależało na zamieszkach i na budynek inspekcji górniczej posypały się kamienie. Budynek inspekcji i mieszkanie dyrektora zostały splądrowane i doszczętnie zdewastowane, a sam Meitzen i burmistrz musieli
się ratować ucieczką, podczas której podobno ten drugi, ledwie uszedłszy z życiem, wezwał telegraficznie pomoc. Poproszono o pomoc księdza Delocha, proboszcza parafii pw. Św. Barbary, który ciesząc się szacunkiem parafian, uzyskał od nich zapewnienie, że zakończą rozruchy i będą spokojnie czekać na rozpatrzenie pozostałych postulatów. Znów jednak sytuacja została opanowana tylko na moment.

Tłum stawał się coraz bardziej agresywny, plądrując i dewastując sklepy głównie w poszukiwaniu alkoholu. Próbowano nawet podpalić prywatne mieszkanie. Niektórzy kupcy, prawdopodobnie w celu uniknięcia dewastacji, sami częstowali uczestników zajść alkoholem. Niewiele to jednak pomagało, gdyż jeden sklep nawet stanął w płomieniach.

Dopiero wieczorem o godzinie ósmej, przybył 5 eskadron śląskich ułanów nr 2 z Gliwic i rozegrały się sceny cytowane na wstępie. W nocy nadeszły jeszcze dwie kompanie śląskich grenadierów z Koźla. 136 osób aresztowano i odesłano pod silną eskortą do Bytomia, z których 95 zostało skazanych karą więzienia od 2 miesięcy do nawet 1 roku i ośmiu miesięcy. 22 zostało uwolnionych, a reszta nie była sądzona. Część osób została zwolniona z pracy. Mimo iż 29 czerwca sytuacja się ustabilizowała, a górnicy poszli do pracy, popołudniu ogłoszono stan oblężenia, który trwał aż do 15 sierpnia, jednak wojsko stacjonowało w mieście jeszcze przez dziesięć lat.

Przeglądając relacje i wnioski z tamtych wydarzeń, naprawdę trudno znaleźć przyczynę tak gwałtownych zamieszek. Każdy autor przedstawiał swoje przyczyny zgodnie z poglądami czy interesem. Jedną z podawanych przyczyn takiej reakcji na wprowadzenie marek kontrolnych, jest fakt jakoby górniczy symbol KG na markach interpretowali nie jako skrót nazwy Kőnigs Grube, a jako inicjały Kamiński – Grundmann. Kamiński był byłym księdzem katolickim, który stanął po stronie ewangelików, a Grundmann
znalazł się w więzieniu za obrażanie górników. Teza ta jest dla mnie pozbawiona jakiegokolwiek sensu, gdyż część z zatrzymanych i oskarżonych była ewangelikami, a po drugie dla samych górników było dość oczywiste, że na marce winien znajdować się emblemat zakładu pracy. Kolejna teza o walce ruchu robotniczego z kapitalistycznym ciemiężycielem o godne życie również wydaje się nietrafiona, gdyż w tych czasach
strajki były dość powszechnym zjawiskiem i po krótszych lub dłuższych negocjacjach się kończyły. W tym przypadku władzom kopalni, mimo iż spełniła najważniejsze postulaty,
nie pozwolono na odniesienie się do kolejnych. Natomiast w Kleines Stadtbuch von Königshütte Oberschlesien z 1941 roku jest podtrzymana teza władz państwowych z tamtego czasu, które starały się obarczyć odpowiedzialnością ludzi skupionych wokół
Katolika Karola Miarki. Jednak po lekturze pism wydawanych przez Miarkę widać, że był on zdecydowanym przeciwnikiem takich działań, a jako przykład podawał bestialstwo Komuny Paryskiej. Prof. UJ Jan Drabina w swojej książce posłużył się cytatem
z gazety Glückauf, która sugerowała, że powracający w chwale z wojny francusko-pruskiej górnicy nie chcieli się poniżać poprzez sprawdzanie ich za pomocą marek przez cywilnych urzędników. Ta teza również traci na znaczeniu w związku z tym, że z marek zrezygnowano natychmiast.

Tekst ukazał się w miesięczniku Jaskółka Śląska – Marzec 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s